Do Taurgów wyruszyliśmy w składzie teoretycznie +50, lekko naginając ów limit; jak się później okazało, bylo to relatywnie nieznaczne odstępstwo. Przygarnęliśmy dwóch osobników z zaprzyjaźnionego miasta (koło Mielna), którzy powoli się docierają w naszym składzie, ewidentnie czerpiąc frajdę z wyjazdów jako całości, a nie tylko z ich sportowego aspektu.Wypróbowaliśmy nową dla nas firmę przewozową. Nie było źle, tyle, że sprzęt audio-video działający, jak wszędzie, a monitor słabo dostrzegalny. Jest to chyba element wyposażenia totalnie lekceważony, a dla nas istotny dość. Kierowcy lekko w szoku (dużo jeździli z pielgrzymkami, ale ta nasza to trochę taka jakby inna...), ale się dotarli. Nie mogli tylko wyjść z podziwu nad częstotliwością tzw. lasków. Autobusik, mimo, iż bazujący na podwoziu dostawczaka, był w miarę wygodny i nie tłukł na dziurach. Za wyjątkiem nieoczekiwanych progów zwalniających, zamontowanych na czteropasmowej jezdni, które się za pierwszym przejazdem w ogóle nie ujawniły – wtedy wszyscy byli zaskoczeni: kierowcy, autobus, pielgrzymi oraz ich napoje.
| Biały Łabędź |





