Minął rok, kolejny rok wypełniony po brzegi: odgłosami kozłowanej piłki, uśmiechami triumfów, grymasem porażek, bólem kontuzji oraz nieodłącznym lekkim fetorkiem przepoconych koszulek i skarpet. Przed nami zimowa przerwa, będzie więc czas na leczenie, porządne pranie oraz na długie opowieści o kolejnych krainach, miastach i turniejach, które dane nam było poznać w 2013 roku. Jak raczy mawiać nasz nadworny Stańczyk: "Cieszmy się kochać basket, bo zdrowia ubywa i przyjdzie nam niedługo grywać turnieje jedynie na konsolach". Jak zwykle, profesjonalny w każdym calu błazen Stańczyk miał rację, ale nie do końca, zważywszy na postawę naszych Pań oraz rzecz jasna Panów w kluczowych momentach zakończonego klika dni temu sezonu. Były bowiem w poprzednim roku niezapomniane chwile zwycięstw, magiczne widoki rzadko odwiedzanych krain oraz śmiech starych oraz nowo poznanych przyjaciół. Znaczy to, że potrafimy jeszcze kochać ten sport, bez względu na ilość pokonanych kilometrów, ilość urazów czy też ilość lekko niedospanych nocy na autobusowych "łożach". To nic, że głowa boli, że plecy bolą (niektórych nawet poniżej). To nic, że kolana, że stopy, że palce... I tak następnym razem... Jedziemy!!!
wtorek, 7 stycznia 2014
wtorek, 10 grudnia 2013
Hur mieszany
Ostatnim tegorocznym koncertem naszego mieszanego, męsko-damskiego huru był występ na festiwalu w zaprzyjaźnionym Wilnie. Dodać jednak należy, że był to jak co roku festiwal koszykówki w wydaniu wschodnioeuropejskim. Chyba nam coś umknęło z tym festiwalem, bo poza łabędzim śpiewem nic więcej nam nie wychodziło. I na nic się zdały transfery i wzmocnienia, skoro chęć sportowej walki padła u stóp... pragnienia. Gdyby to Adaś Mickevicius na własne oczy zobaczył, to bez cienia kozery już 150 lat temu wymyśliłby slogan: To oni byli Spritem, a my jeno Pragnieniem. Pragnieniem-przed i jeszcze większym Pragnieniem-po. Nie warto więc poprawiać błędnego tytułu, bo cóż to
znaczy na tle błędów popełnionych w grze. Dwie marne literówki jedynie.
Niczym jest więc miejsce szóste, najlepsze jak dotąd w wileńskich potyczkach, gdy spojrzymy na skład naszego męskiego huru, który ilością zawodników, wzrostem, a podobno nawet poczuciem humoru przewyższał o głowę wszystkich przeciwników. Cóż z tego. No, a nasze dziewczęta, ups... pióro gęsie się pękło, a inkaust wylał na nogi... Nie ma o czym gadać, a pisać tym bardziej. Normalnie beztroska, jamajka, spoko luzik i na dodatek Pandora z Golgotą pod rękę.
niedziela, 27 października 2013
Wcale tak różowo nie było...
Z pewnym, tak na prawdę niczym nie uzasadnionym opóźnieniem, odnotować należy w historii naszych wzlotów i upadków kolejny turniej Chyżych Dziadków, którzy i tym razem stanęli na wysokości zadania, organizując kolejny raz niezwykle ciekawe zawody. Zgrabnie przygotowany turniej, tradycyjne "kapciowanie" po hotelu, bankiet godny zawodów z pulą nagród powyżej 1 mln euro. Wszystko to skropione odrobiną luksusu pod marką Bee Jay's, Aztorin i Apart. Jak tak dalej pójdzie, to zapewne niebawem głównym sponsorem turnieju zostanie Konsorcjum Autostrada Wielkopolska S.A., organizatorów ubierze Gucci, a nagrody i wyróżnienia wręczać będzie szefowa nieopodal położonego Starego Browaru. Taki mają chłopaki rozmach, a co... Nie wiadomo tylko, czy wówczas obok Barcelony, Partizana Belgrad i Uniksu Kazań znajdzie się jeszcze miejsce dla starych kloszardów pod wezwaniem Consus Old Basket. Jak to mówią nasi rosyjskojęzyczni przyjaciele: pożywiom, uwidim. Jak na razie, zaproszenia otrzymujemy i póki co nie ma sensu martwić się na przyszłość. Jeżeli rzeczywiście tak będzie, to może chociaż tańsze bilety nam koledzy z Pyrstadtu załatwią (Pyrstadt; gwarowa nazwa miasta Poznań - stolicy Pyrlandii, kraju przewspaniałych "Pyr" nazywanych potocznie "podziemnymi pomarańczami").
czwartek, 3 października 2013
Słońcem malowane
Pierwsze dni jesieni w estońskim Haapsalu to pora wyjątkowo malownicza. Morze, skwery, klomby i całe mnóstwo ogrodów, a także kawalkada specyficznie kolorowych domów, w promieniach jesiennego słońca prezentowała się niezwykle imponująco. Do tego absolutna cisza, wszechogarniający spokój oraz rzadko spotykany w tej części świata porządek. Sielanka. W takiej to właśnie scenerii przyszło nam tym razem odbijać pomarańczową piłkę wraz z trzydziestoma sześcioma innymi zespołami z pięciu krajów. Ostatni wrześniowy weekend ta wyjątkowo liczna grupa miłośników maxibasketballu, postanowiła bowiem spędzić w Saunie. Konkretnie na turnieju Sauna Cup, który zorganizowany został już po raz czternasty. Zestaw drużyn, które zaprezentowały się na parkietach dwóch całkiem przyzwoitych hal sportowych, doskonale wpisał się koloryt i wyjątkowy charakter otoczenia. Nazwy lokalnych drużyn: VENNAD DAHL, VÕTAKS ÄRA, PÜHAPÄEVAKLUBI, TARK EI TORMA czy też K.N.O.P.K.A. były równie egzotyczne jak język estoński, którym bez cienia wątpliwości, każdy normalny europejczyk popełnić może bez problemu swoje własne językowe harakiri. Wspomniana wcześniej cisza oraz koloryt, porządek i przywołana egzotyka, tworzą doskonałą wręcz scenografię dla podejmowania działań o charakterze: balneologicznym, basketbolicznym i artystycznym. Urzekające miejsce, które opisać lub wymalować mogą jedynie najwięksi mistrzowie pióra i pędzla. Poddaję się...
czwartek, 19 września 2013
Do bani...
W naszej dotychczasowej karierze weteranów męskiej koszykówki, udało nam się popełnić kilkanaście sportowych występów, których głównym powodem nie była koszykówka, a nie wiedzieć czemu, jakieś wybryki, kaprysy, zachciewajki, takie niby "fiu-bździu". Kosz koszem, sport sportem, ale o kondycję strony duchowej naszych zawodników też trzeba było od czasu do czasu zadbać. Byliśmy już zaproszeni na koncert straussowskich walców w Wiedniu, na Święto Wina w Mukaczewie, udało nam się także skoczyć na ciemne guinessowane piwko do Dublina. Staliśmy pod Bramą Brandenburską, kojarzącą się z zakończeniem II Wojny Światowej oraz zakończeniem epoki komunistycznej, paliliśmy w zadumie świece na wileńskim cmentarzu na Rossie. Chyba jednak na czas jakiś trzeba odpuścić sobie tego typu ekscesy, bo staje się to zbyt poważnym obciążeniem dla naszych niemłodych już psychik i skołatanych realiami rzeczywistości niekoniecznie już twardych charakterów. Być może dlatego, nasz klubowy Prezesas zarządził tym razem kolejną dawkę wypoczynku i rekreacji połączonej oczywiście z wyjątkowo lekkim turniejem koszykówki. Prawdopodobnie powodem takiej decyzji mogła być głęboka analiza stanu naszego zdrowia oraz zanik charakterystycznego jeszcze kilka lat temu, młodzieńczego blasku w naszych oczach. Zapewne kroplą, która przelała ową czarę przestrachu, stało się nagłe "zawalenie" mięśnia sercowego jednego z naszych najzdrowszych (trzeba dodać) weteranów. Jakby nie patrzeć, Prezesas przeciął zdecydowanym ruchem wszelkie w tej materii wątpliwości i nakazał jednoznacznie udać się wszystkim do... bani. I to zaraz, natychmiast, bez słowa protestu, jakiegokolwiek buntu czy innych śmiesznych dyskusji.
czwartek, 12 września 2013
Ciut-ciut... (wersja odChudzona)
Lato u schyłku, wieczory w Polanicy już raczej zimne, choć niebo było piękne i w dzień, i w nocy. Mam opisać małe co nieco na Podsudeciu, z uwzględnieniem mego szczególnego członkostwa w tej Consusowej, ale też Jaworowo-Consusowej wyprawie do kurortu wciśniętego między Góry Stołowe a Góry Bystrzyckie.
No tak, już ględzę... Przecież nie interesowałem się dotąd za bardzo Polanicą, więc nie wiem z głowy, jakie góry z jakiej strony itp. Jak zawsze powtarzam, wiedza ma rozległa, ale płytka.
Nazywam się Jarząbek, Wacław Jarząbek. Piję shake'i (szejki?) wstrząśnięte, a nie zmieszane. Moja specjalność to dowalanie. Najlepiej publiczne. Sobie już dowaliłem (ta płytka wiedza), teraz pora na innych.
Jak przeczytałem ponownie podsumowanie Gothicowe (cziut-cziut), to stwierdziłem:
środa, 4 września 2013
Cziut, cziut
To był zapewne najbardziej udany weekend tego lata, szczególnie dla naszego Consusowego stadła. Zgrabnie zorganizowana impreza, wspaniali goście, przepiękna pogoda, a co najważniejsze rewelacyjne sukcesy sportowe obu naszych drużyn. Wspaniałe podsumowanie letnich wakacji. Nic dodać, nic ująć. Co więcej, w podobnych humorach wracali do swoich domów wszyscy pozostali uczestnicy turnieju Gothic Basket Cup 2013. Wszystko wszystkim się bardzo podobało, a gratulacjom, pochwałom i podziękowaniom nie było końca. Uroczy, nocą podziwiany Toruń, promienie słońca pośród toruńskiej zieleni, smak miejscowego jadła, bukiet wszelakich napitków, a przede wszystkim wspaniała atmosfera tego międzynarodowego święta koszykówki. Urok zawodniczek oraz temperament ich zacnych kolegów dopełniły tylko obrazu naszego fantastycznego spotkania. Niczego chyba nie zabrakło i niczego więcej nie było nam trzeba. Wszystkiego było po trochu, dokładnie tyle ile być powinno. Można powiedzieć: cziut, cziut.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





