poniedziałek, 20 lutego 2012

Bitwa narodów - 1581 : 0

Jeszcze nie ostygły silniki: limuzyn, zwykłych samochodów, busów, autobusów oraz jednego samolotu, którymi do domu wracali nasi sympatyczni goście, a już trzeba brać elektroniczne pióro w rękę i skrobać na monitorze swoje pierwsze wrażenia, opinie i podsumowania. Dwudniowa "Bitwa narodów" bez jakiejkolwiek kozery przypominała wszystkim obraz prawdziwego piekła. Ogień walki na parkietach obu sal, gorąca atmosfera na trybunach, przy kawiarnianych stolikach oraz na ławach toruńskich piwnic, które do późnowieczornych godzin stały się areną zmagań pięciu nacji z Europy Środkowej i Wschodniej. Szał emocji, dzikie okrzyki, krew lejąca się po spoconych obliczach zawodników oraz śmiech, śpiew i radość mieszały się same w sobie niczym dzwięki kakofonicznej muzyki. Prawdziwy bój, którego zwycięzcami zostali praktycznie wszyscy. Może z wyjątkiem Presovskich Kobylek, którym najwyraźniej bliżej do niebiańskich zakonów niźli do sportowych piekielnych otchłani poświęcenia, męstwa (żeństwa) i odwagi. Wygrali wszyscy, o czym dobitnie  świadczy wynik dwudniowych zmagań w dyscyplinie popularnie zwanej Maxibasketem.

czwartek, 19 stycznia 2012

Szpieg na Święcie Wina

Zmiksowana ekipa Consusu, nie bacząc na konieczność pokonania łańcucha Karpat, wyruszyła sprawdzić jakość wina Zakarpatskoje Nouveau na dorocznym (i Nowo Rocznym) Święcie Wina w Mukaczewie. 
Niemieckie Munkatsch, ukraińskie Мукачеве lub Мукачів, 
ruskie Мукачoвo, rosyjskie Мyкaчeвo, 
węgierskie Munkács, słowacko/czeskie Mukačevo, 
jidisz מונקאטש, rumuńskie Munceag.

Ekipie prawdziwych sportowców towarzyszył kierownik-usypiacz Kieroń (nie mylić z Turoniem), Catherine oraz tajny szpieg don Pedro oraz Mistrz i Małgorzata (a może Leszek i Gosia?). 

A oto relacja TW Pedro:

DO CENTRALI:
1. Jako podwójny magister, a bardziej jako podwójny inżynier – czyli osobnik techniczny (również projektuję, wiercę, gwintuję, sprzątam, kradnę z Sieci, kładę instalacje elektryczne, czasem śpiewam, a z rozsądku nie tańczę) – niniejszą relację przekazuję tradycyjnie już w punktach, odchodząc od górnolotnego stylu niektórych humanistów. Będzie samo gęste.

niedziela, 15 stycznia 2012

Gothic Basket Cup 2012

W chwili, gdy oba nasze zespoły wracają "z tarczą" z turnieju w Mukaczewie (Ukraina), gdy przed nimi jeszcze 800 km drogi, ośnieżone przełęcze Karpat i długi odcinek po płaskim, pora przystapić do ostatniej fazy przygotowań związanych z organizacją naszego domowego turnieju Gothic Basket Cup 2012. To druga edycja "gotyckich" międzynarodowych zawodów, które oprócz emocji czysto sportowych zapewnią z całą pewnością wszystkim uczestnikom wielu niezapomnianych wrażeń, miłych chwil i wspomnień. Sami dobrze wiemy, że dobry turniej poparty musi być dodatkowymi atrakcjami. W naszym przypadku będą to uroki toruńskiej starówki, świetna organizacja pobytu oraz bankiet, na którym wręczone zostaną wspaniałe nagrody – toruńskie Katarzynki. Co oczywiste, będziemy chcieli zaskoczyć naszych przyjaciół jeszcze bardziej niż w roku ubiegłym. Stąd nowe pomysły, korekta drobnych usterek oraz jeszcze bardziej perfekcyjna oprawa całego turnieju. Rozpoczęte w sierpniu ubiegłego roku działania organizacyjne wchodzą dzisiaj w fazę finałową. W praktyce, zdecydowaną większość spraw mamy już opanowaną, w tym: potwierdzone zaproszenia, zakwaterowanie uczestników, dwie sale sportowe, obsługę sędziowską, medyczną, wszelkie sprawy regulaminowe i techniczne oraz całościową koncepcję marketingową. Honorowy patronat nad imprezą objął Prezydent miasta Torunia Michał Zaleski, a głównym sponsorem turnieju jest oczywiście Consus S.A.

niedziela, 11 grudnia 2011

To już jest koniec...

Wszystko, nawet najciekawszy mecz, najpiękniejsza bajka czy też najprzyjemniejsza podróż, ma swój koniec. Tak jest również w naszym przypadku. Po wizycie w Działdowie, po odwiedzinach wietrznej Lipawy na Łotwie, po triumfie w słowackim Presovie, po egzotycznej podróży powietrznej do Dublina, po pojedynkach ze starymi znajomymi w Koszalinie i Poznaniu, wszyscy nabraliśmy przekonania, że ten cudowny sen trwać będzie wiecznie. Niestety, kalendarza nie da się oszukać, nie da się z niego wycisnąć nic więcej. Wiele niezapomnianych wspomnień, niezwykle ciekawych atrakcji i wydarzeń oraz wiele spotkań z sympatycznymi osobami, z którymi zdążyliśmy się poznać, przechodzi jakby nie patrzeć do przeszłości. Łotwa, Rosja, Irlandia, Słowacja. Reanimacja. Turniej w Kaliningradzie był ostatnim, na którym pojawiły się niezwykle eleganckie koszulki Consusu. Więcej wyjazdów nie będzie...

wtorek, 15 listopada 2011

REFLEKSJE (nie mylić z refluksami)
po-KRÓLEWIECKIE*
po-KÖNIGSBERGSKIE*
po-KALININGRADZKIE*
* – niepotrzebne skreślić

Refleksja nienumerowana: PODRÓŻE KSZTAŁCĄ.
Dowiadujemy się więcej o innych ludziach, o innych miejscach. Często gramy z różnymi przeciwnikami i to chyba zaczyna skutkować również coraz bezczelniejszą postawą na boisku: Rosjanie? Gramy! Litwini? Gramy, a co?

A poza tym:
1. Nadal cieszymy się, że mieszkamy w Polsce. Może nawet bardziej, niż dotąd.

2
. Niektóre rzeczy jednak bardzo nam odpowiadały, n.p. ceny paliwa oraz używek. Nasze zdanie podzielali też szczęściarze spod Elbląga i Fromborka, posiadający długoterminowe wizy rosyjskie i dysponujący dużą ilością czasu oraz zasobami cierpliwości granicznej.

wtorek, 1 listopada 2011

Przed nami - Królewiec

Niebawem, żądny przygód i sportowych wyzwań Consus udaje się na coroczny turniej weteranów koszykówki do Kaliningradu. Poza aspektem czysto sportowym, chcemy ujrzeć na własne oczy dawną perłę miast polskich, centrum kultury, nauki i handlu – sławny Królewiec. Skądinąd wiadomo, że w trakcie II wojny światowej oraz w okresie powojennym zdecydowana większość zabytków owego wspaniałego miasta została wyburzona. Być może chociaż część z zachowanych atrakcji pozwoli nam na podjęcie próby wyobrażenia sobie  niegdysiejszej wspaniałości tego miejsca. Póki co, szykujemy się ponownie na trudne pojedynki z całą masą drużyn reprezentujących szkołę rosyjską. Jedynym wsparciem środkowo-europejskiej (tzw. bezstresowej) odmiany koszykówki będzie obecność zacnych Starych Koni ze słowackiego Prešova. Zawsze to jakaś pociecha, przynajmniej na rzeź nie jedziemy sami.

wtorek, 11 października 2011

Chyże dziadowanie

   Jakby nie patrzeć, przyszło nam na stare lata "podziadować". Nic dodać, nic ująć. Wyszło nawet na to, że w tym "dziadowaniu" jesteśmy jednymi z lepszych. I nie wiadomo, cieszyć się, czy martwić? No bo ani z postury, ani z charakteru za "dziadów" dotąd się nie uważaliśmy. Pozostaje nam więc tylko pogodzić się z tym faktem, a potencjalne zgryżliwości kolegów tłumaczyć znanym powszechnie stwierdzeniem: "Dziad dziadowi nierówny". Można też, oczywiście (w samoobronie) użyć starego fortelu słownego: dziad – dziadzieje, cham – coś tam, coś tam. A wszystko to przez pewnych gości z Poznania, którym się chciało...